Rozdział 3
- Legolas? Legolas Greenleaf, to naprawdę
ty??
- Arwen? Arewna Undómiel? Cześć! – zawołał Legolas, gdy się odwrócili w stronę
dobiegającego głosu.
Elf natychmiast podbiegł do pięknej, czarnowłosej kobiety i przytulił
ją mocno, a ja poczułam się dziwnie. Nie wiem, co to było? Zazdrość? Czy ja
byłam o niego zazdrosna? Nie, to niemożliwe. Jestem kapitanem straży, a on
królewskim synem, a do tego moim przyjacielem i towarzyszem. I tak nic by z
tego nie wyszło… spuściłam głowę i słuchałam ich entuzjastycznej rozmowy.
- Nie mogę uwierzyć, że to naprawdę ty! Wieki cię nie widziałam! –
zawołała radośnie elfka, gdy Legolas ją puścił.
- To niesamowite! Myślałem, że jesteś na zachodzie u wuja! Aleś
wypiękniała!
I znowu to uczucie.. To kolejny dowód na to, ze nie moglibyśmy być
razem. Legolas nigdy nie powiedział do mnie, że jestem piękna. Słyszałam, że
doskonale walczę i jestem dobrym kapitanem straży, ale to nie to samo. On widzi
we mnie tylko żołnierz. Nikogo więcej.
- Wróciłam kilka tygodni temu. Haha, a ty jak zawsze szarmancki. –
Arewna lekko pchnęła go w ramię, a on odwdzięczył się tym samym.
- Legolasie, pójdę do pokoju. Jakbyś czegoś potrzebował daj mi znać. –
powiedziałam cicho podchodząc do niego.
- Tauriel, poczekaj. Arweno to jest Tauriel, kapitan straży i moja towarzyszka.
Tauriel, to Arwena, córka Elronda i moja przyjaciółka.
- Wasza wysokość – pokłoniłam się lekko.
- Witaj – odpowiedziała uśmiechnięta elfka. – Miło mi cię poznać.
Legolas dużo o tobie opowiadał.
- Wzajemnie – odpowiedziałam nadal nie podnosząc głowy w ramach
szacunku, lecz tak na prawdę nie chciałam, żeby zobaczyli rumieniec na mojej twarzy.
– Legolasie, nie będę wam przeszkadzać. Jakbyś mnie potrzebował, będę na końcu
korytarza.
- Oczywiście. Do zobaczenia Tauriel. – powiedział i uśmiechnął się do
mnie lekko, a ja odpowiedziałam tym samym.
Odeszłam bez oglądania się za siebie. Gdy doszłam do pokoju stanęłam
jak wryta w progu. Pomieszczenie było przepiękne i wielkie. Na jasno pomarańczowych
ścianach widniały malunki drzew, zwierząt i map. Na przeciwko dni stało wielkie
łóżko, a obok mały stoliczek z książką. A rogu była ręcznie rzeźbiona
biblioteczka, a na niej stały równo ustawione książki. Po prawej stronie,
zaraz nad stołem, wisiał wielki obraz przedstawiający las podczas zachodu
słońca. Od razu skierowałam się w stronę wielkiego okna z którego roztaczał się
widok na królestwo Elronda. Tu było przepięknie i tak cicho.
Nie miała co robić, więc podeszłam do biblioteczki i wyjęłam pierwszą
lepszą książkę, po czym usiałam na fotelu obok okna i z podkulonymi nogami
czytałam. Nie wiem ile tak siedziałam, ale gdy pukanie do drzwi wyrwało mnie
znad lektury, zorientowałam się, że jest już prawie ciemno na dworze. Przeczesałam
rękami włosy, poprawiłam, długą tunikę i zawołałam cicho:
- Proszę.
Super! Arwena jak zwykle wspaniała :) Tauri jak zwykle poważna :)
OdpowiedzUsuńMasz wielki talent do ekscytujących i trzyamjących w napięciu końcówek. Szczerze nie lubię takich, ale to wzmaga tylko pragnienie czytania więcej :)
Tak więc moja Droga, pisz dalej, bo chcę znać dalszy ciąg :)
Rozdział Super!
OdpowiedzUsuńTrzyma w napięciu do końca! Oby tak dalej!
Życzę weny!
Extra !!!
OdpowiedzUsuńNie mogę się doczekać następnego rozdziału ! Pisz szybko !
Pozdrawiam i weny życzę ;3